Głos rozsądku w obronie lekarzy, kosmetologów i pacjentów.
Na wstępie należy sobie zadać pytanie co to są działania lecznicze. Są to działania zmierzające do leczenia występującej u danej osoby choroby. Pomimo wciąż zmieniających się definicji zdrowia, np., jako pełnego dobrostanu psychicznego i fizycznego rozumiemy, iż choroba to stan patologiczny organizmu. Choroby są kodyfikowane, np. używany przez NFZ kod ICD-9. Zgodnie z prawem medycznym działania lecznicze, tj. opisane w podręcznikach medycznych, szczególnie te związane z naruszeniem ciągłości tkanek, może podejmować tylko lekarz. Na przykład: tylko lekarz może wyciąć znamię skórne i przesłać do pracowni histopatologicznej. Jeżeli zrobi to ktokolwiek inny- odpowiada karnie, nawet jeżeli zrobi to najlepiej. W pewnym ściśle określonym zakresie działania lecznicze mogą też podejmować pielęgniarki oraz ratownicy medyczni.
I tu uwaga. Dotyczy to wszystko ściśle określonych działań opisanych w podręcznikach medycznych. Ale są też inne działania lecznicze. Można skorzystać z porady zielarza, można pójść do masażysty, można skorzystać z wizyty u bioenergoterapeuty, z porady dietetyka. Niewątpliwie są to działania mające służyć poprawie stanu zdrowia, ale nie mogą zostać zakwalifikowane, jako działania medyczne. Toteż jeżeli jesteś krawcem, szewcem, fryzjerem, czy kimkolwiek spoza medycyny i na przykład doradzisz znajomemu by pił herbatę z liści pokrzywy, to nie grozi ci odpowiedzialność karna. Możesz mu wykonać masaż a nawet makijaż permanentny jeśli masz po temu kwalifikacje. Naruszasz ciągłość tkanek nie będąc lekarzem a mimo to nic ci nie grozi.Jeżeli natomiast wytniesz znajomemu znamię, a on wpadnie na pomysł powiadomienia prokuratora- natychmiast przegrasz.
I tu czas na analizę prawnych aspektów wykonywania zabiegów tzw. medycyny estetycznej. Czy to jest zabieg leczniczy? Zdecydowanie nie. Czy może wywołać powikłania. Zdecydowanie tak i to bardzo poważne. Należy uznać za naganne to, iż mimo, że medycyna estetyczna istnieje od kilkunastu lat i prężnie się rozwija, to do chwili obecnej nie określono, kto w jakim zakresie może działać. Bardzo dokładne regulacje w tym zakresie funkcjonują w Wielkiej Brytanii. Osoby które przejdą odpowiedni cykl kursów mogą na przykład całkowicie legalnie podawać kwas hialuronowy oraz toksynę botulinową. W Polsce istnieje sytuacja całkowicie absurdalna. Osoby po kilkudniowych kursach podają kwas hialuronowy i… nie naruszają prawa. Niektóre produkty stosowane w medycynie estetycznej w ulotce zawierają klauzulę, iż może je podawać tylko lekarz. Czy to ma odniesienie do prawa? Niewielkie, chyba że wystąpi powikłanie. Wtedy fakt użycia takiego produktu przez osobę nie będącą lekarzem może stanowić okoliczność obciążającą.
Jakie rozwiązanie. Bardzo proste. Należy spisać zabiegi medycyny estetycznej (choć nie jestem całkowicie przekonany czy to jest medycyna, czy może estetyzacja ciała) i dokładnie określić komu co wolno. Jest oczywiste, że kosmetolog może więcej niż kosmetyczka po kilkudniowym kursie. Lekarz, szczególnie wyszkolony w dziedzinie zabiegowej powinien bez kłopotu poradzić sobie z założeniem nici liftingujących ale nie może równać się z chirurgiem plastycznym w zakresie wykonywanych przez tego drugiego operacji plastycznych. Stwierdzenie, ze kosmetolog nie może naruszać ciągłości tkanek wydaje się absurdalne. Pomyślmy kosmetolog nie mogący naruszać ciągłości tkanek po 5-letnich studiach, ukończy 2-dniowy kurs piercingu i już ciągłość tkanek naruszać może. Ten sam kurs może ukończyć jego sąsiad- absolwent szkoły zawodowej i uzyska te same uprawnienia. To jakiś daleko posunięty absurd.
Dlaczego ustalenie komu co wolno jest sensowne i konieczne? Ponieważ wskazuje, że innym tego nie wolno. Pacjentom daje pewność wykonywania zabiegów na określonym poziomie. Profesjonalistom daje możliwość działania na rynku pozbawionym nieuczciwej konkurencji. Bo wyobraźmy sobie lekarza, który ma profesjonalny gabinet, wyposażony w autoklaw, klimatyzację, profesjonalne oświetlenie itd. A z drugiej strony przysłowiowego pana Janusza, który dotychczas pracował na stacji benzynowej ale ukończył trzydniowy internetowy kurs kosmetyki i postanowił zająć się modelowaniem ust i wolumetrią. Wystarczy mu stołek w kuchni, lampa, no i preparat. Co z tego, że użyje tej samej ampułki dla dwóch pacjentek (sprawiedliwie, po połowie). Będzie miał niższe koszty a więc będzie tańszy. W Bydgoszczy z której się wywodzę był kiedyś felczer, który leczył chorobę wrzodową żołądka butapirazolem. Dla niewtajemniczonych- chodzi o lek z grupy przeciwbólowych niesterydowych przeciwzapalnych, który działa wybitnie drażniąco na żołądek. Niektórym działanie przeciwbólowe wystarczało i byli zachwyceni, a niektórzy trafiali na stół operacyjny ze sperforowanym wrzodem żołądka. Wtedy opinia była taka, że pacjent był tak chory, że nawet ten znakomity doktor (bo tak nazywano wspomnianego felczera) nie mógł mu pomóc. A zatem wspólnie dążmy do ustalenia zasad naszego działania i współdziałania, by potem nie musieć konkurować cenowo ze „znakomitym doktorem” Januszem- jeszcze do niedawna pracownikiem stacji benzynowej- bo nie mamy żadnych szans żeby wygrać
aut. Krzysztof Kwela